Miłość nie pragnie, aby jej dogadzano, ani nie stara się wcale o własną wygodę; lecz troszczy się o dobro innych i buduje Niebo pośród piekielnej rozpaczy.
William Blake
Te trzy dni minely zadziwiajaco szybko, oczywiscie przez ten caly czas byl ze mna Marcin. Nie odstepywal mnie na krok musialam go sila wyganiac zeby jechal do domu i troche odpoczol. Przez ten krótki okres dowiedzialam sie sporo zaskakujacych rzeczy, naprzyklad ze Marcin ma brata Olka, Pani Aleksandra ma bialaczke i jest w szpitalu, Gosia chce zabrac dzieci Tomkowi. To raczej nie byly mile informacje, oprócz tej o bracie ja bym sie naprzyklad cieszyla ze mam brata ale Marcin to Marcin i chyba nie musze mówic jak zareagowal.Czasem sie zastanwiam jak to jest zyc bez zmartwien,klopotów, bez ciaglego stresu? To zdecydowanie musi byc przyjemne uczucie.Z moich rozmyslan wyrwaly mnie otwierajace sie drzwi nawet nie musialam patrzec kto wchodzi bo juz po chwili ulyszalam jego glos.
- Witaj chudzinko - poslal mi ten swój cwany usmieszek i usiad na krzesle obok lózka.
- Sugerujesz ze jestem chuda? - zapytalam z nutka sarkazmu w glsosie.
- Nie no cos ty wcale, Kasiu to tylko twoja skóra i kosci - bezczelnie puscil mi oczko lecz juz po chwili oboje wybuchlismy glosnym smiechem.
- Dobra zarty na bok lepiej powiedz czy dasz rade sama sie spakowac?Bo musze isc po twój wypis.
- Tak idz idz poradze sobie jeszcze taka kaleka nie jestem - wystawilam mu jezyk na co on prychnol i wstal z miejsca.
- To czlowiek stara sie byc mily a tu takie podzienkowanie, no nie ma co Marcin musisz skaczyc pomagac kosciatrupom.
- Marcin! - krzyknelam i rzucilam w niego poduszka na co on z szerokim usmiechem wybieg z pokoju.
Uslyszalam jeszcze Przepraszam które z kazda chwila stawalo sie coraz cichsze.Nie ma co czas wracac do domu, zaczelam pakowac wszystko do torby. Zostawilam tylko swieze ciuchy które przygotowalam na dzisiejszy dzien. Ruszylam do lazienki po czym zrzucilam z siebie nocna koszule. Zalozylam zielona sukienke która siegala mi przed kolana i czarne balerinki na to narzucilam zielono bialy sweterek. Gdy wyszlam z lazienki zauwazylam ze Marcin juz wrócil od lekarza, stal oparty o framuge drzwi, jedna reke mial wlozona w kieszen a druga trzymal moja torbe.
-Gotowa? - przelecial mnie wzrokiem od stóp zatrzymujac sie na lini oczu.
Kiwnelam glowa i ruszylam za chlopakiem. Gdy znalezlismy sie na dworze chlodne powietrze otulilo moje cialo, poczulam jak mimowolnie trzese sie z powodu przeszywajacego chlodu. Gdy weszlismy do samochodu dreszcze powoli zaczely ustepywac a uczucie chlodu powoli znikalo. Miejsce zimna zasapilo przyjemne cieplo, przymknelam powieki i oparlam glowe o naglówek siedzenia, nie minelo nawet 15 minut jak zatrzymalismy sie przed dobrze znanym osiedlem, nawet nie wiecie jak sie stesknilam za tymi lawkami za tym blokiem za tymi wspomnieniami ..
- Witaj w domu ksiezniczko - powiedzial Marcin nie odrywajac wzroku od przedniej szyby, po chwili wyjal kluczyki i wyszedl z samochodu trzaskajac drzwiami.
- Prosze bardzo - otworzyl mi drzwi i podal reke.
- Ohh co za dzentelmen czuje sie zaszczycona - wywrócilam teatralnie oczami na co oboje sie zasmialismy.
Marcin wraz z moja torba podszed do drzwi otwierajac je kluczem lecz juz po chwili znalezlismy sie w naszym przytulnym domu.
Oczywiscie odrazu skierowalam sie pod prysznic. Ruszylam do lazienki i zamknelam za soba drzwi na klucz, rozebralam sie do naga i weszlam pod prysznic. Poczulam jak goraca woda splywa po moim zmarznietym ciele.Bylo mi tak dobrze i przyjemnie, wyszlam spod prysznica i owinelam sie recznikiem zapomnialam wziasci ciuchy na zmiane.Uchylilam lekko drzwi aby sprawdzic czy Marcin jest w salonie nie widzialam go to dobry znak, szybkim krokiem ruszylam do kanapy i zabralam z niej ciuchy na przebranie, poczulam czyjs oddech na szyji.
- Wiesz ze mnie w tym momencie cholernie podniecasz? Robisz to specjalnie? - Marcin wyszeptal do mojego ucha po czym musnol moja szyje swoimi rozgrzanymi ustami.
- Nie, jak zebym mogla? - zapytalam z nutka rozbawienia na co on parksnol i odrócil mnie w swoja strone. Zalozyl kosmyk wlosów za ucho i zaczol glaska mój policzek.
- Marcin zrobisz cos dla mnie?
- Co tylko zechcesz ksiezniczko.
- Pojedzimy jutro do twojej mamy, odwiedzimy ja w szpitalu. - powiedzialam to tak cicho ze sama mialam watpliwosci w to czy uslyszal. Wiem ze tematy Pani Aleksandry byl ciezkim kawalkiem dla chlopaka ale wkoncu to jego matka.
- Czekaj, czekaj czekaj ja mam jechac ja odzwiedzic? A ona gdzie byla jak ja lezalam w szpitalu ? - Marcin mocno zacisnol rece na mojej talii.
- Jakos ona mnie wtedy nie odwiedzila- wiedzialam ze rozpoczelam niewlasciwy temat. Jego miesnie sie napiely a ton jego glosu byl zimny jak lód.
-Marcin to twoja matka, ona jest chora zrozum to potrzebuje cie teraz. - wiem ze igralam z ogniem ale ta kobieta tez przeszla naprawde wiele, teraz napewno marzy o tym by nie byc samej w tej trudnej sytuacji.
- Co ty mozesz o tym wiedziec?! Ty nie masz matki!- i wlasnie w tym momencie poczulam jak cos rozrywa mnie od srodka. To bylo moje serce które rozpadlo sie na kilka kawaleczków. Cztery slowa a jakze bardzo rania tym bardziej z ust ukochanego.Niekontrolowalam lez które splywalay po moim bladym policzku.
- Masz racje nie mam matki, ale ty ja masz i docen to puki mozesz. - po tych slowach odrazu skierowalam sie do swojego pokoju.
Zatrzasnelam je glosno i zjechalam po nich ledwo powstrzymujac krzyk. Nie moglam jak on mógl to powiedziec? Wiedzial ze temat mojej mamy jest najbolesiniejszym tematem mojego zycia.Nie wiedzialam ile lez juz wylalam ani ile przesiedzialam. Podniosla sie i ubralam czysta koronkowa bielizna na to biale leginsy i niebieski sweter. Usiadlam na lózku i uslyszalam pukanie do drzwi. Nie chcialam go widziec wiec zamknelam oczy i udawlam ze spie ale to chyba nie podzialalo bo chlopak i tak wszed do pokoju. Polozyl sie obok mnie i zalozyl rece za glowe.
- Pojedziemy tam jutro.
Otworzylam jedno oko bo nie wierzylam ze on powiedzial to naprawde.
- Serio? - otworzylam drugie oko i wpatrywalam sie w sufit nademna.
- Tak naprawde i przepraszam ponisolo mnie. - powiedzial prawie szeptem.Podnioslam sie na lokciach i dalam mu buziaka w policzek.
- Wybacze ci ale tylko dlatego ze zgodziles sie tam pojechac wiem ze dla ciebie to bedzie trudne. Odpowiedzialam mu i ukazalam swój czuly usmiech. Polozylam sie i poczulam jak Marcin kladzie glowe na mój brzuch i wtula sie we mnie jak male bezbronne dziecko.
- Boje sie ze ona znowu wyjedzie i mnie zostawi.
- Marcin ona wrócila tu zeby wszystko naprawic, serio myslisz ze znowu popelni ten blad i odejdzie? zapytalam glaszczac go po wlosach.
- Serio? To wlasnie tak mysle.
- Zle myslisz i jestes pesymistycznie nastawiony - on tylko cicho sie zasmial i jeszcze bardziej sie we mnie wtulil.
- Nie, poprostu jestem realista skarbie.
--------------------------
Obudzialm sie i zauwazylam ze juz jest rano, no tak po wczorajszej rozmowie z Marcin odplynelam. On tez bo dalej spal wtulony we mnie, ale niestety to co dobre szybko sie konczy wzielam poduszke i mocno w niego walnelam na co on poderwal sie na równe nogi z wystraszona mina.
- Boli cie cos?!- wykrzyczal lekko wkurzony nie dziwie mu sie sama nie chciala bym miec takie pobudki.
- Nie czuje sie wrecz wysmienicie - zasmialam sie i wystawilam mu jezyk.
- Za to cos nie dostaniesz dzisiaj sniadania - Marcin puscil mi oczko i wyszed z pokoju, pobieglam za nim i wskoczylam mu na barana.
- Ale wiesz ze musisz o mnie dbac i mnie dokarmiac - wyszeptalam mu na ucho. Na co on podszed do kanapy i zrzucil mnie na nia. Usiad na mnie okrakiem a rece polozyl po obu stronach mojej glowy.
- Nastepnym razem uwazaj co robisz, bo moge sie zrewanzowac kochanie. - wyszptal wprost w moje usta.
- Grozisz mi? - zmarszczylam brwi ale chyba mi nie wyszlo poniewaz Chlopak parsknol smiechem.
- Ja skad ze tylko ostrzegam i informuje cie ze na sniadanie dostaniesz salatke warzywna z owocowym koktajlem.
- To ma byc zemsta? - jeknelam z niechecia w glosie.
- Nie tylko zdrowe odzywianie - powiedzial z sarkazmem i podniósl sie ze mnie.
- Dobra ale musisz mnie zaniesci do kuchni bo noga zaczela mnie bolec - powiedzialam z udawnym bólem, chcialo mi sie smiac z jego miny która mówila jaja se robisz?
- Serio?
- Serio.
- Nie wierze - powiedzial poczym zlapal mnie w tali ja oplotlam nogami go w pasie a rekami owinelam jego szyje. Marcin podszed do blatu i posadzil mnie na nim .
- Pasuje?
- Nawet nie wiesz jak bardzo - pocalowalam go w czolo na co on sie do mnie usmiechnol. Nawet nie wiecie jak bardzo za nim tesknilam.
----------------------------------------
Przeogromne podzienkowania mojej najukochanszej Kami <33 Jestes poporstu wspanial i dziekuje ze caly czas jestes ze mna. ;****
Oraz dziekuje Magdzie która jest odpowiedzialan za wyglad bloga, bóg mi cie z nieba zeslal skarbie naprawdze dziekuje. <3 I chce powiedziec ze robi najlepsze tla i szablony jakiekolwiek widzialam dlatego wchodzimy i zamawiamy : https://www.facebook.com/graphicMagdaD
Co do notki zrobiona na szybko wiec wielkie przepraszam. A jezeli chcecie jutro kolejna notke to zalezy od was i waszysch komentarzy.
A do wszystkich komentujacych dziekuje wam bardzo nawet nie wiecie jak mi pomagacie i jaka radosci mi sprawiacie. :*
Następne <33 ;**
OdpowiedzUsuńCzekam na nastepne
OdpowiedzUsuńSzybko szybko nn bo doczekac sie nie moge . xoxo
OdpowiedzUsuńNN
OdpowiedzUsuńNajlepszy blog o Kami jakikolwiek czytałam :)
OdpowiedzUsuńDodasz dzisiaj proszę :) bardzo fajny blog :)
OdpowiedzUsuńDodaj jak najszybciej kolejną cześć:p
OdpowiedzUsuńCzekam na następne tylko szybko Klaudia
OdpowiedzUsuńdodaj następną część :D
OdpowiedzUsuńDodawaj jak najczesciej
OdpowiedzUsuń