piątek, 28 marca 2014

Pocałowała mnie?





                          You feel hurt and nothing can help you feel like you're in a bad dream but you can not wake up in August   ...



Czujez tylko przerażający ból który powoli obłapuje twoje roztrzęsione ciało, nie wiesz gdzie jesteś, nie wiesz co się dzieje wiesz tylko ze osoba która znaczyła dla cie ciebie najwiecej znów cie zraniła.nie wiesz co masz robić nie wiesz jak masz sie zachować zostać czy może odejść? dawać sie dalej ranić czy może spróbować na nowo?z kimś kto cię pokocha,  kto będzie wierny ale zdajesz sobie sprawę że już jest za późno tak naprawdę kochasz tylko jego dzięki niemu oddychasz jest jak tlen.Widzisz jego uśmiech twoje serce zaczyna szybciej bić to dla niego żyjesz. Ale wiesz co najgorsze jest to że właśnie przypomniałaś sobie o jego liście o naszej rozmowie pod firmą ale zaraz wszystkie dobre chwile kiedy cie całował, dotykał,  jak się opiekował jak mam go nie kochać dla mnie jest niezastąpiony, wiec teraz kiedy stoji tu przedemną z błagającą miną, kiedy widze jego zaszklone oczy i lekko rozchylone usta mam ochote go pocałować i wtulić sie w jego umięsiniony tors by poczuć się wkońcu kochana i bezpieczna .. Więc już nie wytrzymuje i poprostu wpijam sie w jego wargi zdziwiony napoczątku lecz potem odwzajemnia pocałunek i mocno mnie do siebie przytula a ja czuje zapach jego wody kolonskiej czuje ciepło jego skóry i odpływam na nowo .. Balansuje na skraju rzeczywistości i fantazji.Czuje jak jego nos błądzi po mojej szyji by zara złożyć na niej  pocałunek, motylki w mojim brzuchu buzują a moje serce zaczyna szybciej bić. Czy ja zwarjiowałam?




Pocałowała mnie. Tak poprostu kiedy ja ją przepraszałem  ona mnie pocałowała i wybaczyła mi. Może to nie człowiek? Nie to mój anioł który ma za lzadanie nauczyć mnie kochać. I udaje jej się  krok po kroku zakochuje sie w niej, ale jak wiele musiałem przejści żeby to zrozumieć , ile ona musiała sie wycierpieć żebym ja to zrozumiał. Wziełem ją na ręce i zaniosłem do samochodu , pocałowałem ją w czoło i delikatnie zamknełem drzwi zasneła więc nie chciałem jej budzić. Sam usiadełm na miejscu kierowcy i odpaliłem samochud. Przejechałem ręką po twarzy i zobaczyłem jak wymija mnie czerwone auto odrazu na myśl przyszed mi Miłosz, dawno go nie widziałem, wpadłem na pomysł zrobie niespodzianke jemu i jej. Zaparkowałem i wysiadłem z samochodu, obeszłem auto otworzyłem drzwi od drugiej strony i delikatnie wziełem dziewczyne na ręce lekko kopnełem drzwi zatrzaskując je.



- Mmmm czuje się jak księżniczka - usłyszałem jej cichy pomruk przy uchu i poczułem jak jej słodkie wargi muskają mój policzek.


- Bo dla mnie jesteś księżniczką.


- Od kiedy prawisz takie komplementy?


- Od kiedy cię poznałem - puściłem jej oczko i jednką ręką otworzyłem drzwi weszłem do mojego pokoju i położyłem dziewczyne na łóżku.


- Zaczekaj tu.


- Spokojnie nie uciekne.


- Z tobą to nigdy nic nie wiadomo.


Kaśka mystawiła mi języl na co ja parsknełem śmiechem. Poszłem do łazienki i zrzuciłem z siebie ciuchy i bielizne. Weszłem pod prysznic i poczułem jak zimna woda orzeźwia mnie i mój umysł. Wyszłem i założyłem bokserki, gdy wyszłem z  łazienki odrazu skierowałem się do pokoju. Zauważyłem że Kaśka leży na łóżku już przebrana, miała na sobie krótkie spodenki które odsłaniały jej zgrabne nogi do tego  białą bokserke. Leżała na łóżku i czytała jakąś książke, powoli podeszłem do łóżka i położyłem sie obok niej rękami oplotłem ją w tali a głowe położyłem na jej ramieniu.


- Mam dla ciebie niespodzianke - wymruczałem i pocałowałem ją w szyje.


- Mmm jaką? - zapytała nie odrywając wzroku od książki za to jedną reke wplątała w moje włosy i zaczeła je głaskać.


- Zabieram cię gdzieś jutro. Udało mi sie oderwać ją od książki bo  popatrzyła na mnie zdwziwonym wzrokiem na co ja tylko pocałowałem ją w usta.


Rano obudził mnie hałas dochodzący z kuchni założyłam zielony swterek który sięgał mi do kolan i wyszłam z pokoju i skierowałam się wprost do kuchni.


- Bosze co to za zapach? - wykrzyknełam i wskoczyłam na blat. Założyłam noge na noge i spojrzałam na patelnie w której Marcin coś mieszał.


- Tak pachnie kurczak z warzywami przygotowany przez szefa kuchni Marcina Chodakowskiego. - wypioł dumnie pierś na co zaśmiałam sie głośno.


- Dobrze że ostrzegłeś żebym tego nie jadła, jednym słowem śmierć na talerzu. - Marcin spojrzał na mnie spod byka po czym powoli zaczoł do mnie podchodzić, zeskoczyłam z blatu i czym brędzej zaczełam przed nim uciekać byłam już w pokoju i poczułam jak chłopak rzuca mnie na łóżko i siada na mnie okrakiem.Pochylił się nademną  i już miał mnie pocałować gdy nagle odsunoł sie troszke po czym wyszeptał


- A to będzie kara.


Zszed ze mnie i  cwaniackim uśmiechem wyszed z pokoju.


- Dupek! - Krzyknełam za nim a on skwitował to głośnym śmiechem.


Po śniadaniu czekałam aż Marcin znajdzie klucze od samochodu, oczywiście nie chciał mi powiedzieć gdzie jedziemy więc z niecierpliwością czekałam aż szanowny książe ruszy swoją dupke.


- Mam! - usłyszałam głośny krzyk z łazienki a zaraz po tym chłopak wyszed z łazienki i głośno trzasnoł drzwiami, Podszed do mnie z uśmiechem na twarzy i kluczykami w ręce.


- Co kluczyki robiły w łazience?


- Uwierzy mi nie chcesz tego wiedzieć.


- Wierze na słowo.


Ruszyliśmy do samochodu, na dworze panowała pochmurna pogoda do tego było dości zimno. Marcin jako gentelman otworzył mi drzwi i zamknoł je delikatnie po czym sam wsiad i ruszył w nieznaną mi trase. Po około godzinnej trasy wypełnionej żartami znaleźliśmy sie przed szpitalem w którym leżała pani Aleksandra. Zdziwiłam sie czy to znaczy że idziemy odwiedzić jego matke? Pogodził sie z nią wkońcu? Mam nadzieje. Weszliśmy do szpitala i jakie było moje zdziwienie kiedy ruszyliśmy w kierunku oddziału dziecięcego. A może Marcin ma dziecko ale ukrywał to przedemną? Te i podobne pytania zaczeły krążyć mi po głowie. Znaleźliśmy sie przed drzwiami nr 16 Marcin zapukał i pociągnoł mnie za ręke wpadliśmy do pokoju a ja zauważyłam jak na łóżku leży mały chłopiec z dużym misiem w ręku gdy ujrzał Marcina odrazu sie uśmiechnoł.


- Marcin! Czekałem na ciebie! - wykrzyczał maluch i gestem ręki poprosił nas żebyśmy podeszli do niego.Ruszyliśmy w jego strone usiadłam na krześle obok łóżka a Marcin na brzego materaca.


- Obiecałem że przyjde więc oto jestem i mam niespodzianke. - tu wskazał na mnie palcem.


- Cześci jestem Miłosz a ty jak sie nazywasz? - zapytał chłopiec wyciągajac w moją strone swoją drobną rączke.


- Cześci kochanie ja nazywam sie Kasia i bardzo miło mi cie poznać. - uścisnełam jego dłoń i szeroko sie do niego uśmiechnełam.


- Kasia? Marcin mi dużo o tobie opowiadał.


- Mam nadzieje że coś miłego.


_ Same miłe rzeczy!


----------------------------------------------------------


 Bardzo przepraszam ze tyle mnie nie bylo ale jestem w szpitalu i nie posiadam komputera ;/ Notke dodaje z komórki dlatego jest taka krótka, obiecuje ze jutro dostaniecie lepszy i dluzszy rozdzial! :) Bardzo dziekuje wszystkim komentujacym JESTESCIE WIELCY KOCHAM WAS LUDZIE :*. Równiez serdecznie zapraszam na fanpage o moim opowiadaniu: https://www.facebook.com/kaska.marcin.1 Jezeli macie jakies pytanie piszcie :)


poniedziałek, 24 marca 2014

Nienawidze Cie.




Nienawiść jest dobra: gorąca, solidna, pewna. Nienawiść to nie to co miłość, nie można w nią wątpić. Nigdy. Nie znam nic pewniejszego niż nienawiść. To jedyne uczucie, na który się człowiek nie zawiedzie.

                                                                Éric-Emmanuel Schmitt



 Po sniadaniu nazwanym przezemnie zemsta Marcina odswiezylismy sie i gotowi do wyjscia udalismy sie do samochodu. Droga do szpitala minela nam w swietnym nastroju. Gdy juz znalezlismy sie przed szpitalen zauwazylam zdenerowawnie na twarzy Marcina. Chwycilam go za reke i wyszeptalam.

- Bedzie dobrze zobaczysz, nie denerwuj sie przyjechalalm tu z toba zeby bylo ci razniej.

 Chlopak mocniej sciasnol moja dlon i w odpowiedzi pokiwal glowa. Wyszlismy z auta i skierowalismy sie do szpitala, podeszlismy do recepcji , wiedzialam ze Marcin nie bedzie w stanie wiec zapytalam sie pielengniarki  gdzie lezy Pani Aleksandra.

 - Niech panstwo poczekaja, pani Aleksadra lezy w sali 104 - odpowiedziala  i usmiechnela sie w nasza strone.

 - Bardzo dziekujemy - równiez sie do niej usmiechnelam po czym razem z chlopakiem ruszylismy do sali 104. Poczulam jak moje nogi robia sie miekkie, te nerwy mnie wykoncza. No ale co jak tam wejdziemy a Marcin porzeklina kilka razy i wyjdzie? Albo nie bedzie chcial z nia rozmawiac? Poprostu zwatpilam w to ze to jest dobry pomysl. Stanelismy przed drzwiami i to byl ten decydujacy moment nacisnelam klamke i otworzylam drzwi, weszlam do srodka a zaraz za mna Marcin. Chlopak zamknol drzwi a moim oczom ukazal sie jeden z gorszych widoków. Pani Aleksandra lezala podpieta to miliona róznych kabelków byla cala blada a jej powieki byly lekko przymkniete. Podeszlam do lózka i zobaczylam przez ramie ze chlopak nie poruszyl sie o krok stal wpatrzony w matke, moze zrobilo mu sie jej zal? Gdyby nie znala Marcina mogla bym tak pomyslec ale on pewnie w swojej glowie juz ukaladal kolejny monolog który mial zranic kobiete.Nie wiem czemu nie mógl jej wybaczyc? Przeciez ona tez duzo wycierpiala przeszla depresje i zachorowala na bialaczke.


- Co za niespodzianka tak sie ciesze ze przyszliscie - ledwo to powiedziala nie wiem czy chlopak to uslyszal z takiej odleglosci. Bylo widac ze jest wykonczona chemia.


 - Chcielismy poprawic pani choc troche chumor, udalo sie? - zapytalam i delikatnie sie usmiechenlam.

 - Nawet nie wiecie jak bardzo ale widzicie ze narazie jestem nie do uzytku - powiedziala pól szeptem i zasnela. Marcin szybko wyszed z sali, nie dziwie mmu sie gdyby moja mama tak cierpiala zachowalabym sie tak samo. Wstalam i szybko za nim pobieglam, stal opart o szpital i palil papierosa podeszlam do niego i spojrzalam mu w oczy widzialam smutek pomieszany z czyms czego nie moglam odgadnac. Zal? Do samego siebie ze tak ja traktowal, to chyba bylo to. Choc sama nie wierzylam w to co mysle ale Marcin napewno zalowal ze zamiast korzystac z tego ze jego matka wrócila on caly czas ja odpychal, taka byla jego reakcja na bliskosc bal sie zangazowac bal sie ze znowu ktos odejdzie i zostawi go samego. W pewnym sensie go rozumialam moja matka umarla na raka gdy mialam 8 lat i wiem jak to jest stracici najblizsza osobe.


- Marcin ona wyzdrowieje zobaczysz, wszystko bedzie dobrze - polozylam reke na jego ramieniu.


- Przestan w kólko to powtarzac bo nic nie bedzie dobrze, ona umiera to juz jest koniec rozumiesz?! - ztracil moja reke i zlapal mnie mocno za ramiona, poczulam jak jego palce mocnoc sie wbijaja dostarczajac mi przy tym nie malego bólu.


- Marcin pusci to boli .. - wyszeptalam, poczulam jak moje oczy robia sie wilgotne. Chlopak szybko mnie puscil i odwrócil sie do mnie tylem.


 - Widzisz Kaska bo ja potrafie tylko ranic dlatego nie zasluguje na nic dobrego. - jego miesnie sie na parezyly a on mocno uderzyl reke w sciane.


- Marcin przestan .. wyszeptalam, juz nie moglam wytrzymac te wszystkie zle emocje braly nademna góre.


- Co mam przestac mówic prawde, jestem zalosny - odrócil sie w moja strone a ja zuwazylam w kacikach jego oczu lzy.


- Ranie wszystkich na krótych mi zalezy ale nie umiem inaczej taki juz jestem i chocbym chcial to sie nie zmienie -  widzialam jak cierpi a ja nic nie moglam z tym zrobic przeciez nie bede z nim sie klócic. Postanowilam ze zrobie to co on zawsze robi kiedy ja bylam smutna. Mocno go przytulilam i wyszeptalam - mozesz mnie ranic nawet tysiac razy ale ja i tak zawsze bede przy tobie.



                                             ----------------------------------------------

Postanowilem ze wybierzemy sie do grabiny zeby troche odreagowac, ostatnio zbyt duzo zlych rzeczy sie wydarzlyo. Teraz mialem ochote zabrac Kaske gdzies daleko i zapomniec o wszystkim, gdy juz zajechalismy zauwazylem Janke. Jeszcze tej tu brakowalo .. Po tym cyrku z Eryka mialem jej serdecznie dosyc.

- W porzadku? - zapytala mnie Kaska, chyba odrazu zauwazyla ze cos jest nie tak. Pokiwalem twierdzaco glowa na co ona sie do mnie usmiechnela. Kochalem jej usmiech byl taki pelen radosci. Z moich rozmyslen wyrwal mnie trzask zamykanych drzwi to Kaska podbiegla do Pani Basi i zaczely sie przytulac wkoncu od tego wypadku sie nie widzialy. Wyszlem z samochodu i ruszylem w slady dziewczyny gdy juz zostalem wycalowany i wysiciskany zobaczylem jak Janka mierzy mnie i Kaske morderczym wzrokiem, pownno byc na odwrót zreszta nie wazne. Wszyscy razem usiedlismy w altance nie obeszlo sie bez herbate i domowego ciasta pani Basi. Zauwazylem jak Kaska sie usmiecha, jest taka szczesliwa i beztroska taka wlasnie ja lubie.Nie wiem dokladnie co do niej czuje to dziwne, zalezy mi na niej martwie sie o nia i nie pozwole zeby ktos ja skrzywdzil. Usmiechnela sie do mnie a ja pusicilem jej oczko.

- Ciciu Kasiu zrobimy ognisko!? - Antek i Mateusz przybiegli i objeli dziewczyne.

- No nie wiem nie wiem musicie porosic Marcina - wskazala na mnie palcem, chlopaki podbiegli do mnie i rzucili blagalne spojrzenie.

- No dobra wkoncu dziecia sie nie odmawia - zgodzilem sie na co chlopacy sie ucieszli. Wszyscy we czwórke skierowalismy sie w strone sadu, gdy juz udalo nam sie rozapalic ognisko chlopaki przyniesli nam po kubku goracej czekolady. Usiadlem obok dziewczyny i zarzucilem jej swoja kórtke na plecy. Jakie romantyk - uslyszalem parskelem smiechem na co ona sie zasmiala.

- A wy jestescie razem? - tym pytaniem Mateusz zbil mnie kompletnie z tropu.

- Bo Pani Basia caly czas mówi jak wy do siebie pasujecie -  Antek puscil oczko do Mateusza, zauwazylem jak Kaska sie rumieni.

- Jestescie jeszcze za mlodzi na te sprawy - wystawilem im jezyk a oni sie naburmuszyli.

- Chlopaki ciocia was wola mówi ze jest juz puzno. - oznajmila Janka któa wziela sie nie wiadomo skad.

- Szkoda to do zobaczenia Marcin - przybili mi piatek i podbiegli do Kaski wysciskali ja i pobiegli do domu.

- Ty jestes Kasia? Milo mi ja jestem Janka - dziewczyna usmiechnela sie krzywo i podala reke Kasce.

- Mi równiez jest milo wiele o tobie slyszalam - Kasia usmiechnela sie i podala jej dlon.

- Wiec jestes kolejna dziewczyna Marcina? Ile tym razem? Tydzien? dwa? 

- Slucham? - Kaska zdziwiona popatrzala na mnie i Janke.

- Zamknij sie. - syknelem w strone Janki

- No co niech dziewczyna dowie sie prawdy, nie wiem czy wiesz Kasiu ale kiedy ty bylas z nim on krecil równoczesnie ze mna i moja siostra Eryka. - Janka bezczelnie usmiechnela sie w strone Kaski.

                                               -----------------------------------------------

Tego bylo za wiele jakas obca baba przyszla i zaczela gadac ze jestem jakas kolejna dziewczyna Marcina? Dobra szczerze to mialam w dupie ale to co powiedziala o niej i jej siostrze zabolalo. Cholernie. Nie ogladajac sie za siebie ruszylam w strone samochodu nie mialam ochoty na rozmowe ani z nia ani z Marcinem. Marcin wspominal o Eryce ale nie mówil nic o jej siostrze. Mozna by powiedziec ze historia sie zatacza bo kolejny raz przez niego cierpie i kolejny raz placze. Mam dosyc tego ze kazda napotkna dziewczyne musi poderwac, zdecydowanie mialam dosyc chcialam wrócic do domu zamknac sie w pokoju i zostac tam do konca zycia.

                                               ------------------------------------------------

- O co ci chodzi - sykenlem w strone Janki?!

- O nic chcialam tylko pokazac z kim sie zadaje twoja ukochana Kasia - Janka w wymalowanym usmiechem puscila mi oczko, odwrócila sie i odeszla w kierunku domu. Suka. Szybko pobieglem za Kaska zauwazylem ja stojaca kolo samochodu. Stala a ja zauwazylem sznur perlistych lez na jej policzkach, te lzy oczywiscie byly spowodowane moja osoba - jaki ja jestem pojebany. Podeszlem do nie i szarpnelem za rek po czym mocno do siebie przytulilem.

- Przepraszam przepraszam tak bardzo przepraszam. - wyszeptalem do jej ucha.

- Ja juz nie chce tego sluchac Marcin - powiedziala przez lzy.

- Wiem ze cie ranie ale taki juz jestem co mam zrobic zalezy mi na tobie chce zebys byla przy mnie - powiedzialem i zaczelem glaskac ja po wlosach.

- Nienawidze cie rozumiesz niszczysz wszystko w mojim zyciu ale z drugiej strony tak cholernie cie kocham i nie umiem zyc bez ciebie! - odepchnela mnie od siebie i wykrzyknela mi to wszystko prosto w twarz, boalo cholernie chyba pierwszy raz poczulem jak to jest.

- Ostatnia szansa Kaska prosze ostatnia?

                                              ---------------------------------------------------

Notke dedykuje mojej niecerpliwej Oli która jest poprostu najkochanasza na swiecie <3

Dziekuje za zwiastun <3 Za alllegro :D i za wszystko za wsparcie i za to ze jestes ze mna caly czas kochanie :* Kocham cie <33

Oraz dziekuje wszystkim koentujacym jestescie boscy nie mam slów dziekuja za kazdy komentarz . ;**

sobota, 22 marca 2014

Grozisz mi?



Miłość nie pragnie, aby jej dogadzano, ani nie stara się wcale o własną wygodę; lecz troszczy się o dobro innych i buduje Niebo pośród piekielnej rozpaczy.

                                                                              William Blake
 

Te trzy dni minely zadziwiajaco szybko, oczywiscie przez ten caly czas byl ze mna Marcin. Nie odstepywal mnie na krok musialam go sila wyganiac zeby jechal do domu i troche odpoczol. Przez ten krótki okres dowiedzialam sie sporo zaskakujacych rzeczy, naprzyklad ze Marcin ma brata Olka, Pani Aleksandra ma bialaczke i jest w szpitalu, Gosia chce zabrac dzieci Tomkowi. To raczej nie byly mile informacje, oprócz tej o bracie ja bym sie naprzyklad cieszyla ze mam brata ale Marcin to Marcin i chyba nie musze mówic jak zareagowal.Czasem sie zastanwiam jak to jest zyc bez zmartwien,klopotów, bez ciaglego stresu? To zdecydowanie musi byc przyjemne uczucie.Z moich rozmyslan wyrwaly mnie otwierajace sie drzwi nawet nie musialam patrzec kto wchodzi bo juz po chwili ulyszalam jego glos.


- Witaj chudzinko - poslal mi ten swój cwany usmieszek i usiad na krzesle obok lózka.

- Sugerujesz ze jestem chuda? - zapytalam z nutka sarkazmu w glsosie.

- Nie no cos ty wcale, Kasiu to tylko twoja skóra i kosci - bezczelnie puscil mi oczko lecz juz po chwili oboje wybuchlismy glosnym smiechem.

- Dobra zarty na bok lepiej powiedz czy dasz rade sama sie spakowac?Bo musze isc po twój wypis.

- Tak idz idz poradze sobie jeszcze taka kaleka nie jestem - wystawilam mu jezyk na co on prychnol i wstal z miejsca.

- To czlowiek stara sie byc mily a tu takie podzienkowanie, no nie ma co Marcin musisz skaczyc pomagac kosciatrupom.

- Marcin! - krzyknelam i rzucilam w niego poduszka na co on z szerokim usmiechem wybieg z pokoju.


Uslyszalam jeszcze Przepraszam które z kazda chwila stawalo sie coraz cichsze.Nie ma co czas wracac do domu, zaczelam pakowac wszystko do torby. Zostawilam tylko swieze ciuchy które przygotowalam na dzisiejszy dzien. Ruszylam do lazienki po czym zrzucilam z siebie nocna koszule. Zalozylam zielona sukienke która siegala mi przed kolana i czarne balerinki na to narzucilam zielono bialy sweterek. Gdy wyszlam z lazienki zauwazylam ze Marcin juz wrócil od lekarza, stal oparty o framuge drzwi, jedna reke mial wlozona w kieszen a druga trzymal moja torbe.


-Gotowa? - przelecial mnie wzrokiem od stóp zatrzymujac sie na lini oczu.

Kiwnelam glowa i ruszylam za chlopakiem. Gdy znalezlismy sie na dworze chlodne powietrze otulilo moje cialo, poczulam jak mimowolnie trzese sie z powodu przeszywajacego chlodu. Gdy weszlismy do samochodu dreszcze powoli zaczely ustepywac a uczucie chlodu powoli znikalo. Miejsce zimna zasapilo przyjemne cieplo, przymknelam powieki i oparlam glowe o naglówek siedzenia, nie minelo nawet 15 minut jak zatrzymalismy sie przed dobrze znanym osiedlem, nawet nie wiecie jak sie stesknilam za tymi lawkami za tym blokiem za tymi wspomnieniami ..


- Witaj w domu ksiezniczko - powiedzial Marcin nie odrywajac wzroku od przedniej szyby, po chwili wyjal kluczyki i wyszedl z samochodu trzaskajac drzwiami.

- Prosze bardzo - otworzyl mi drzwi i podal reke.

- Ohh co za dzentelmen czuje sie zaszczycona - wywrócilam teatralnie oczami na co oboje sie zasmialismy.

Marcin wraz z moja torba podszed do drzwi otwierajac je kluczem lecz juz po chwili znalezlismy sie w naszym przytulnym domu.


Oczywiscie odrazu skierowalam sie pod prysznic. Ruszylam do lazienki i zamknelam za soba drzwi na klucz, rozebralam sie do naga i weszlam pod prysznic. Poczulam jak goraca woda splywa po moim zmarznietym ciele.Bylo mi tak dobrze i przyjemnie, wyszlam spod prysznica i owinelam sie recznikiem zapomnialam wziasci ciuchy na zmiane.Uchylilam lekko drzwi aby sprawdzic czy Marcin jest w salonie nie widzialam go to dobry znak, szybkim krokiem ruszylam do kanapy i zabralam z niej ciuchy na przebranie, poczulam czyjs oddech na szyji.


- Wiesz ze mnie w tym momencie cholernie podniecasz? Robisz to specjalnie? - Marcin wyszeptal do mojego ucha po czym musnol moja szyje swoimi rozgrzanymi ustami.

- Nie, jak zebym mogla? - zapytalam z nutka rozbawienia na co on parksnol i odrócil mnie w swoja strone. Zalozyl kosmyk wlosów za ucho i zaczol glaska mój policzek.

- Marcin zrobisz cos dla mnie?

- Co tylko zechcesz ksiezniczko.

- Pojedzimy jutro do twojej mamy, odwiedzimy ja w szpitalu. - powiedzialam to tak cicho ze sama mialam watpliwosci w to czy uslyszal. Wiem ze tematy Pani Aleksandry byl ciezkim kawalkiem dla chlopaka ale wkoncu to jego matka.

- Czekaj, czekaj czekaj ja mam jechac ja odzwiedzic? A ona gdzie byla jak ja lezalam w szpitalu ? - Marcin mocno zacisnol rece na mojej talii.

- Jakos ona mnie wtedy nie odwiedzila- wiedzialam ze rozpoczelam niewlasciwy temat. Jego miesnie sie napiely a ton jego glosu byl zimny jak lód.

-Marcin to twoja matka, ona jest chora zrozum to potrzebuje cie teraz. - wiem ze igralam z ogniem ale ta kobieta tez przeszla naprawde wiele, teraz napewno marzy o tym by nie byc samej w tej trudnej sytuacji.

- Co ty mozesz o tym wiedziec?! Ty nie masz matki!- i wlasnie w tym momencie poczulam jak cos rozrywa mnie od srodka. To bylo moje serce które rozpadlo sie na kilka kawaleczków. Cztery slowa a jakze bardzo rania tym bardziej z ust ukochanego.Niekontrolowalam lez które splywalay po moim bladym policzku.

- Masz racje nie mam matki, ale ty ja masz i docen to puki mozesz. - po tych slowach odrazu skierowalam sie do swojego pokoju.


Zatrzasnelam je glosno i zjechalam po nich ledwo powstrzymujac krzyk. Nie moglam jak on mógl to powiedziec? Wiedzial ze temat mojej mamy jest najbolesiniejszym tematem mojego zycia.Nie wiedzialam ile lez juz wylalam ani ile przesiedzialam. Podniosla sie i ubralam czysta koronkowa bielizna na to biale leginsy i niebieski sweter. Usiadlam na lózku i uslyszalam pukanie do drzwi. Nie chcialam go widziec wiec zamknelam oczy i udawlam ze spie ale to chyba nie podzialalo bo chlopak i tak wszed do pokoju. Polozyl sie obok mnie i zalozyl rece za glowe.

- Pojedziemy tam jutro.

Otworzylam jedno oko bo nie wierzylam ze on powiedzial to naprawde.

- Serio? - otworzylam drugie oko i wpatrywalam sie w sufit nademna.

- Tak naprawde i przepraszam ponisolo mnie. - powiedzial prawie szeptem.Podnioslam sie na lokciach i dalam mu buziaka w policzek.

- Wybacze ci ale tylko dlatego ze zgodziles sie tam pojechac wiem ze dla ciebie to bedzie trudne. Odpowiedzialam mu i ukazalam swój czuly usmiech. Polozylam sie i poczulam jak Marcin kladzie glowe na mój brzuch i wtula sie we mnie jak male bezbronne dziecko.

- Boje sie ze ona znowu wyjedzie i mnie zostawi.

- Marcin ona wrócila tu zeby wszystko naprawic, serio myslisz ze znowu popelni ten blad i odejdzie? zapytalam glaszczac go po wlosach.

- Serio? To wlasnie tak mysle.

- Zle myslisz i jestes pesymistycznie nastawiony - on tylko cicho sie zasmial i jeszcze bardziej sie we mnie wtulil.

- Nie, poprostu jestem realista skarbie.

--------------------------

Obudzialm sie i zauwazylam ze juz jest rano, no tak po wczorajszej rozmowie z Marcin odplynelam. On tez bo dalej spal wtulony we mnie, ale niestety to co dobre szybko sie konczy wzielam poduszke i mocno w niego walnelam na co on poderwal sie na równe nogi z wystraszona mina.


- Boli cie cos?!- wykrzyczal lekko wkurzony nie dziwie mu sie sama nie chciala bym miec takie pobudki.

- Nie czuje sie wrecz wysmienicie - zasmialam sie i wystawilam mu jezyk.

- Za to cos nie dostaniesz dzisiaj sniadania - Marcin puscil mi oczko i wyszed z pokoju, pobieglam za nim i wskoczylam mu na barana.

- Ale wiesz ze musisz o mnie dbac i mnie dokarmiac - wyszeptalam mu na ucho. Na co on podszed do kanapy i zrzucil mnie na nia. Usiad na mnie okrakiem a rece polozyl po obu stronach mojej glowy.

- Nastepnym razem uwazaj co robisz, bo moge sie zrewanzowac kochanie. - wyszptal wprost w moje usta.

- Grozisz mi? - zmarszczylam brwi ale chyba mi nie wyszlo poniewaz Chlopak parsknol smiechem.

- Ja skad ze tylko ostrzegam i informuje cie ze na sniadanie dostaniesz salatke warzywna z owocowym koktajlem.

- To ma byc zemsta? - jeknelam z niechecia w glosie.

- Nie tylko zdrowe odzywianie - powiedzial z sarkazmem i podniósl sie ze mnie.

- Dobra ale musisz mnie zaniesci do kuchni bo noga zaczela mnie bolec - powiedzialam z udawnym bólem, chcialo mi sie smiac z jego miny która mówila jaja se robisz?

- Serio?

- Serio.

- Nie wierze - powiedzial poczym zlapal mnie w tali ja oplotlam nogami go w pasie a rekami owinelam jego szyje. Marcin podszed do blatu i posadzil mnie na nim .

- Pasuje?

- Nawet nie wiesz jak bardzo - pocalowalam go w czolo na co on sie do mnie usmiechnol. Nawet nie wiecie jak bardzo za nim tesknilam.



 ----------------------------------------

Przeogromne podzienkowania mojej najukochanszej Kami <33 Jestes poporstu wspanial i dziekuje ze caly czas jestes ze mna. ;****
Oraz dziekuje Magdzie która jest odpowiedzialan za wyglad bloga, bóg mi cie z nieba zeslal skarbie naprawdze dziekuje. <3 I chce powiedziec ze robi najlepsze tla i szablony jakiekolwiek widzialam dlatego wchodzimy i zamawiamy : https://www.facebook.com/graphicMagdaD
Co do notki zrobiona na szybko wiec wielkie przepraszam. A jezeli chcecie jutro kolejna notke to zalezy od was i waszysch komentarzy.
A do wszystkich komentujacych dziekuje wam bardzo nawet nie wiecie jak mi pomagacie i jaka radosci mi sprawiacie. :*

czwartek, 20 marca 2014

Stracila pamiec?



Są tacy, którzy uciekają od cierpienia miłości. Kochali, zawiedli się i nie chcą już nikogo kochać, nikomu służyć, nikomu po­magać. Taka samotność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego życia. Zamyka się w sobie.  

                                                                                      Jan Twardowski




   Slyszalam jakies szmery ... potem uslyszalam ciche pikanie które z kazda chwila przybieralo na sile. Czulam sie strasznie. Wszystko mnie bolalo, moje skornie pulsowaly a ja mialam wrazenie ze moja glowa zaraz wybuchnie.Zaczelam powoli otwierac oczy zauwazylam ze znajduje sie w jakims bialym pokojubylam podpieta do jakis kabelków, poczulam ze cos mocno trzyma moja dlon spojrzalam i zauwazylam Marcina który trzymal swoja glowa na moim brzuchu i mocno trzymal mnie za reke.Widac ze byl zmeczony bo spal tak twardo ze nie obudzilo go nawet glaskanie po wlosach.To wszystko bylo dosc dziwne lezalam w szpitalu a w mojej glowie byla przeolbrzymia pustka. Pamietalam tylko ze mam z Marcinem jechac na slub do jego matki a potem urwal mi sie film.Co sie takiego stalo ze wylodowalam az w szpitalu? - Obudzilas sie czy mam zwykle przewidzenie? - powiedzial Marcin zaspanym glosem, dziewczyna zasmiala sie cichutko - musze cie zasmucic jednak sie obudzilam - chlopak slyszac jej slowa poderwal sie na równe nogi i stanol nie mógl uwierzyc ze sie obudzila, tak zdecydowanie to poprawilo mu chumor. Podszed do lózka i nachylil sie nad nia chwycil ja za policzki, kciukami zataczal delikatne kuleczka - nawet nie wiesz jak sie o ciebie balem - wyszeptal - Marcin jak ja sie tu znalazlam? Nic nie pamietam oprócz tego ze mielismy leciec na slub twojej matki .. potem nic kompletna pustka - odpowiedziala mu zalamanym glosem - Nic nie pamietasz? Nic a nic? A Eryke? - zaszokowany chlopak wpatrywal sie w dziewczyne, byl w szoku czy to znaczy ze nie pamieta zdrady? Nie a kim jest Eryka? - zdezorientowana dziewczyna spojrzala na chlopaka - Powiedziec jej prawde czy nie? Gdybym jej nie powiedzial zachowalbym sie jak prawdziwy dupek, co jest do mnie podobne, ale gdybym jej nie powiedzial nie musial bym sie blaznic i blagac o nowa szanse a pozatym móglbym darowac jej tego cierpienia prawda? To i tak nie usprawiedliwia do klamania jej. - Czekaj tu pujde po lekarza - ruszylem do drzwi gdy poczulem jak lapie mnie za reke - Dziekuje ze tu ze mna byls przez ten caly czas - usmiechnela sie delikatnie - to chyba znaczy ze naprawde ci na mnie zalezy - jej policzki splonely dorodnym rumiencem. - Ta zalezy - chlopak mruknol pod nosem po czym mocnej zlapal ja za dlon, dajac jej do zrozumienia ze ma racje. Puscil jej dlon i szybkim krokiem zaczol zmierzac w kierunku drzwi od sali. Tomek razem z Zoska pojechali do domu, a gdy tylko Kasia sie obudzi mial dac im znac. Zadzwoni pózniej i oczywiscie poradzi sie co ma zrobic. Zobaczyl jak lekarz który prowadzi Kaske wyszed z pokoju lekarskiego podszed do niego i opowiedzial mu ze dziewczyna sie obudzila i nic nie pamieta lekarz powiedzial ze to normalne i powina odzyskac pamiec w ciagu 3 - 4 tygodni.  Doktor powiedzial ze teraz musza zrobic jej kilka badan kontrolnych wiec to troche potrwa. Chlopak postanowil ze odrazu pojedzie do Tomka.Wsiad do samochodu odpalil silnik i ruszyl w strone osiedla, nie dawalo mu spokoju to ze ona nic nie pamieta, to otwiera przed nim nowe szanse przeciez jesli nie dowie sie o Eryca zobaczy jak sie zmienilm i ze wiecej juz jej nie skrzywdi chociaz szczerze mówiac on sam w to juz nie wierzyl.Byl rozdart nie wiedzial co ma zrobic to wszystko powoli go przerastalo, lecz najbardzij obawial sie tego ze Kaska zaraz odzyska pamiec i znów nie bedzie chciala go znac. To bylo smieszne to wszystko tak mu dalo popalic ze przez ostatni czas nie robil nic innego niz picie w knajpach i  leczenia kaca w domu. Ruszylem do wejscia gdy nagle ktos oworzyl drzwi i wpadl na mnie zauwazylem ze to byl maz Goski - Uwazaj ja leziesz - syknelem w jego strone, nienawidzilem chuja. Wspielem sie schodami w góre i skierowalem sie w strone drzwi, zapukalem i otworzyla mi Zoska odrazu zasypala mnie pytaniami typu Co z Kasia? Nic jej nie jest? Gdy juz sie jej pozbylem, zauwazylem ze Tomek siedzi w salonie i przyglad mi sie - Co jest we mnie az tak pieknego ze tak sie patrzysz? - zapytal chlopak z ironicznym usmieszkiem - widze ze z Kaska juz lepiej skoro znów wrócil arogancki Marcin - Tomek zasmial sie i podal reke chlopakaowi na przywitanie - siadaj i mów co z nia poganial meszczyzna - Wszystko w porzadku obudzila sie ale jest cos co nie daj mi spokoju.. chodzi o to ze ona stracila pamiec a ja nie wiem co mam zrobic moge przeciez jej nie powiedziec o zdradzie. Starszy chodkaowski poaptrzyl zdzwiony na bratanka - ale ona odzyska pamiec predzej czy pózniej wiec takim zachowaniem tylko pogorszysz sprawe. Najlepiej odrazu przyznaj sie do tego i walcz o nia do konca. Wlasnie takiej odpowiedzi sie spodziewalem. Najbardziej denerowalo mnie to ze on mial racje . CHOLERNA RACJE.


                                                                  ---------------------------

Lekarz wlasnie wyszed z sali i powiedzial ze za trzy dni bede mogla juz wyjsc tylko oczywiscie bede musiala na siebie uwazac. Zastanawialam sie gdzie podzial sie Marcin. Byl takie kochany. Lekarz powiedzial ze przesiedzial tu ze mna cala noc. Ale najbardziej zdziwil mnie fakt ze powiedzial doktorowi to ze jest moim narzeczonym . Czyzbym o czyms nie wiedziala?Chyba ze tego tez nie pamietam naszczescie lekarz powiedzial ze moja pamiec powinna pworócic w ciagu miesiaca . Do sali wszed Marcin z szerokim usmiechem na ustach i kwiatkami. Czerwone róze, moje ulubione. Usmiechnelam sie zaraz potym poczulam usta bruneta które muskaja mój rozgrzany policzek. - Kwiatki dla mojej spiacej królewny - zasmialam sie na co on tylko puscil mi oczko i wlozyl kwiaty do wazaonu. A wazonik postawil przy szafce kolo mojego lózka.- Siadaj wskazalam reke na krzeslo które bylo postawione kolo mojego lózka. Marcin usiad i zlapal mnie za reke - Jak sie czujesz odrazu zapytal i zaczol wpatrywac sie we mnie tymi swoimi pieknymi oczami - doslownie zatopilam sie w nich. - Mam dla ciebie dobra wiadomosci bo juz za trzy dni bede mogla wyjsc do domu - usmiechnelam sie do niego na co on scisnol moja dlon - To wspaniale mam dosyc tego szpitalnego zapachu. Chlopak pokrecil glowa w gesci irytacji. - Ale jest cos o czym musze ci powiedziec. Powiem ci prawde ale krótka zeby zaoszczedzic ci to przez co przechodzilas. Troche sie wystarszylam slów chlopaka, puscil moja dlon aby zaraz wstac równiez z krzesla i zaczol niespokojnie krazyc po pokoju.- Nie powiedzialem ci kim jest Eryka poniewaz .. - nie wiem czy to byla damska intuicja ale poprostu wiedzialam ze Eryka równa sie klopoty, ale niestety uslyszalam to czego sie tak cholernie balam, powiedzial to. Powiedzial ze ZDRADZIL MNIE. To normalne ze lzy zaczely lecici jedna po drugiej, to normalne ze serce bilo mi jak szalone. Nienormalne bylo to ze on przyznal sie do zdrady. Mógl swietnie wykorzystac okazje i oklamac mnie. Ale nie zrobil tego zamiast tego powiedzial mi prawde, do tego przez ten caly czas byl przy mnie, chyba sie martwi nie wiem nie jestem tego pewna. Chlopak podszed do mnie i usiad na krzesle, glowe polozyl na moim brzuchu a rekami trzymal moje boki. - Przepraszam, wiem ze zachowalem sie jak ostatni dupek którym jestem ale mi naprawde na tobie zalezy zrozum to. Gdybym mógl cofnac czas nigdy nie popelnibym tego bledu. Nie musisz ze mna byc ale poprostu wybacz mi, tylko o to cie prosze Kaska .. - chyba odruchowo go przytulilam gdy uslyszalam jego zalamany ton glosu, zaczelam glaskac go po wlosach a on jeszcze bardziej sie we mnie wtulil. Z jednej strony nie chcialam go znac ale z drugiej widac bylo ze sie zmienil. Przyznal sie do zrady i jego glos wrecz blagal o to zeby mu wybaczyc. Nie bylam w stanie zaufac mu na tyle aby stworzyc z nim zwiazku ale na przyjazni chyba moglam sobie pozwolic. - Marcin wybacze ci .. ale potrzebuje jeszcze troche czasu narazie zostanmy przyjaciólmi tak jaki kiedys dobrze? - zapytalam na co chlopak poderwal sie i spojrzal na mnie - naprawde wybaczysz mi ? zapytal nie wierzac w moje slowa. Chyba jeszcze sama w to nie wierzylem . Wkoncu stracilam pamiec i jeszcze niedowierzalam w jego zdradze. To napewno da popalic potem. - Tak naprawde . Odpowiedzilam mu zmieszana, to wszystko bylo dziwne . Chlopak zlapal mnie za rece i wypowiedzial to z czego bylam niesamowicie zadowolona - Jestes najlepsza Kaska pamietaj o tym. 

--------------------------------------------------

Dobra wiem ze notka do najlepszych nie nalezy ale trudno. Jezeli podoba wam sie opowiadanie skomentujcie, chociaz zwyklym NN bo to pokazuje ze opowiadanie wam sie podoba a moja praca nie idzie na marne. Nie wiem co mam sadzic gdzy widze 800 wejsci i tylko 9 komentarzy. ;) Wiec wy dodajecie komentarze a ja dodaje jtr nn. :)

środa, 19 marca 2014

Jestem jej narzeczonym.


Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zap­rzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu.

                                                                                                Vincent van Gogh

 



- Jeszcze ci malo? Az tak bardzo lubisz jak cierpie?- zapytala brunetka patrzac na niego ze lzami w oczach - Kaska .. Co Kaska?! przerwala mu poczym zrobila krok w tyl - Czy nie mówie prawdy?! Tak jest zawsze, ja daje ci szansy ty ja marnujesz ja cierpie i tak w kólko ale wyobraz sobie ze to kolo sie zamknelo bo ja mam zamair wyrzucic cie z mojego serca, z mojej glowy .. wyszeptala zaplakana, rece owinela wokól ramion i zaczela je pocierac, nie z zimna lecz z powodu dygoczacego ciala które ogarnol glosny szloch - odejdz zniknij prosze .. Marcin zniknij z mojego serca z mojej glowy przestanc ranic moja psychike.Chlopak stal w wielkim szoku, wiedzial ze ja rani ale nie az tak. Ale co mial powiedziec? Przepraszam Kasiu wiecej nie bede. Oboje wiedzieli ze i tak ja zrani i tak .. wiec moze lepiej bedzie jesli usunie sie w cien da jej spokój, ale czy wytrzyma bez niej? Bez jej delikatnych malinowych ust, bez tego melodyjnego smiechu? Na ta chwile sam nie wiedzial. Podszed do niej i chwycil ja za policzki , kciukami wytarl jej lzy, poczul jak w jego gardle rosnie olbrzymia gula - przepraszam - tylko tyle zdolal wydusic. Odsunol sie od niej i skierowal sie w strone wejscia od domu.Gdy znalazl sie juz w kuchni zauwazyl na stole dwa kieliszki i butelke z domowa nalewka podszed do stolu i usiad na jednym z wolnych krzesel uslyszal jak ktos wchodzi do domu odwrócil sie i zobaczyl Pana Lucjana który usiad naprzeciwko niego - wiec ty opowiadaj co cie trapi a ja naleje naleweczki - meszczyzna rozlal nalewke do dwóch kieliszków a jeden z nich podal Marcinowi - spieprzylem. Spieprzylem po calosci - odpowiedzial biorac lyk alkoholu. Poczul nieprzyjemne drapanie w gardle a zaraz potym slodko-gorzki smak. - Brzmisz jakbys kogos zabil a nie zranil - stwierdzil meszczyzna patrzac katem oka na chlopaka - skad Pan wie ze zranilem? - zdzwiniony chlopak spojrzal na Pana Lucjana nastepnie znów zanurzyl sie w nalewce - moze jestem stary ale widze co sie miedzy wami dzieje, tak mam na mysli ciebie i Kasie -  Marcin wstal i odwrócil sie w strone wyjscia do kuchni - Panie Lucjanie nie Mnie i Kasi. Tak postanowilem i tak zrobie. Zapomne o niej.


                                                       --------------------------------------


Zacisnelam rece na kierownicy, mialam dosc. Przez niego znów zmieklam, juz prawie bylam tak blisko! Ale oczywiscie on musial sie pojawic i wszystko zepsuc. Dalej czulam jego oddech na swoich ustach, widzialam jego piekne oczy w których moglam utonac, czulam jego zapach który mnie opetal. Tak mialam go zdecydowanie dosyc .. tylko kogo ja prubuje oszukac?Tak naprawde mialam ochote wpic sie w jego usta i calowac bez konca. Naglu uslyszalam trabienie i wtedy zauwazylam jak z naprzeciwka nadjezdza samochód dostawczy- nie chce umierac przemknelo mi przez mysli ale chyba bylo juz za pózno bo nie poczulam nic oprócz przerazajacej ciemnosci który omotala mnie w jednej chwili.Czy tak wyglada smierc?


                                                      -----------------------------------------


Wbieglem po schodach aby zaraz znalezc sie w domu mojego wujaszka. Zadzwonilem 2 razy ale nikt nie otwieral wiec postanowilem ze sam sie obsluze i otworzylem drzwi. Kurtke rzucilem gdzies w kat, zaczelem kierowac sie do salonu. Zauwazylem ze Zoska siedzi w salonie na kanapie i jest wystraszona podeszlem do niej i zapytalem - co jest mala? - podniosla na mnie wzrok i wlepila swoje duze niebiecka oczy - Tomek pojechal do pracy w sprawie jakiegos wypadku - To normalne wkoncu to jego praca - odpowiedzialem jej usiadlem obok kladac nogi na stól - tak ale gdy dowiedzial sie kto ma wypadek strasznie sie zdenerowal i nie chcial mi nic powiedziec tylko wziol kurtke i szybko wybieg z domu - podciagnela nogi do siebie i oparla na nich brode - moze to jakis znajomy albo ktos z pracy? - próbowalem ja pocieszyc choc watpilem ze mi sie uda. Duzo zwalilo im sie ostatnio na glowe Goska wyjechala i zostawila ich samych a teraz chce ogranicz opieke. Nagle uslyszalem jak dzwoni moja komórka wyciagnelem ja z kieszeni i zobaczylem ze to tomek nacisnelem zielona sluchawke - no co jest staruszku? - zaczelem z usmiechem na ustach - Marcin Kasia miala wypadek jest w stanie krytycznym, jestem w szpitalu przy nowym urzedzie i  czekam na lekarza który skonczy ja operowac. Gdy to uslyszalem stracilem kontakt z rzeczywistoscia, KASIA MIALA WYPADEK? STAN KRYTYCZNY dudnilo mi to w uszach przez jakies piec minut - Marcin jestes tam? Musisz zajac sie Zosia bo wróce pózno. Nie sluchalem tylko rozlaczylem sie rzucilem do Zoski krótkie zbieraj sie i bez slowa skierowalem sie do auta. Bylem w zbyt wielkiem szoku zeby cokolwiek powiedziec. By cokolwiek zrobic rece trzesly mi sie a oczy niemilosernie piekly. Zobaczylem jak blondynka wchodzi do samochodu i zapina pas. Bez slowa odpalilem silnik i ruszylem w strone szpitala. A jak umrze? To pytanie od poczatku nasuwalo mi sie na mysl ale balem sie uslyszecz odpowiedz. Balem sie ze odpowiedz bedzie najgorsza z mozliwych. ona umrze. Z moich rozmyslan wyrwal mnie widok szpitala, zaparkowalem i biegiem ruszylem do srodka. Zobaczylem Tomka który siedzial w poczekalni nad nim widniala czerwona lampka która oznajmiala ze trwa operacja. Podeszlem do niego - Podobno ktos z przeciwka wyprzedzal i nie zdazyl wjechac na swój pas, zamiast tego wjechal w nia. Lekarz mówil ze stan jest krytyczny trzeba czekac az operacja sie skonczy. Tomek opowiedzial wszystko na jednym wdechu wpatrujac sie w biala sciane naprzeciwko niego - najsmieszniejsze jest to ze tamtemu nic sie nie stalo w dodatku udalo mu sie uciec - dokonczyl. Ja nie mogle wytrzymac to uczucie za ona tam jest i moge jej juz nie zobaczyc przerazalo mnie. Chcialem chociaz ten ostatni raz ja pocalowac. Nie wytrzymalem z calej sily uderzylem w sciane. Nie pomoglo. Rzucilem krzeslem, poczulem jak Tomek wykreca mi rece od tylu i przyciska do sciany - takim sposobem napewno jej nie pomozesz - warknol przez zacisiniete zeby. Poczulem jak uscis lzeje a juz po chwili bylem wolny. Usiadlem obok niego i czekalem .. czekalem az ksiezniczka wybudzi sie ze swojego snu. Nie wiem ile minelo godzina, dwie? Zobaczylem na zagerek który wisial nad recepcja i zobaczylem 2:30 rano. Zorientowalem sie ze Zosia zasnela oparta o Tomka. Z sali wyszed jakies lekarz wiec szybko do niego podeszlem i zapytalem sie co z nia. - Udalo sie opanowac krwawienie wiec nie doszlo do krwotoku, zebra polamane wstrzas mózgu a pozatym duzo ran otwartych czyli zadrapania, ciecia. Narazie spi jest bardzo oslabiona i odwodniona, dlatego dopiero jutro moze sie z nia zobaczyc ktos bliski. Pan z rodziny? zapytal mnie lekarz wieku sredniego stwierdzielm kierujac sie jego siwymi wlosami - Tak jestem jej narzeczonym.

wtorek, 18 marca 2014

Ona jest moja.Tylko moja.


Z mojego snu wyrwal mnie budzik który oznajmial ze jest godzina 7 i trzeba wstac do znienawidzonej pracy. Tak nienawidze swojej pracy jestem sekretarka w firmie budowlanej która kiedy wspópracowala z Panem Grzegorzem ojcem Marcina. A skoro mowa o nim to juz prawie sie z niego wyleczylam tylko czasami jeszcze zdazy mi sie przeplakac cala noc ewentualnie myslec o nic caly dzien - Ta wyleczylam sie z niego - slyszycie ten sarkazm? Wstalam w lózka poczym poszlam do kuchni i wstawilam wode na moja ulubiona cytrynowa herbate.Gdy woda sie zagotowala zdazylam sie w miedzyczasie ubrac, postanowilam ze zaloze rurki bialy sweter a do tego czarne buty lity.Gdy weszlam do kuchni zalalam herbate i owinelam palce wokól goracego kubka. Choc byla juz wiosna wcale nie bylo tak cieplo, podeszlam do okna i zaczelam wpatrywac sie w wiosenny krajobraz za okenm, drzewa kwitly trawa sie zielenila dzieci wesolo szly do szkoly tylko ja oczywiscie mialam ochote zaszyc sie w swoim lózku i z niego nie wychodzic przez najblizszy okres. Swoja droga mialam piekny dom, dobra prace jednak to mi nie wystarczylo potrzebowalam JEGO - jego usmiechu, jego oczu, jeko silnych ramion w których czulam sie bezpieczna. Potrzebowalam go tak cholernie jak tlenu, zrozumialam ze nie umiem bez niego zyc. Wiesz jak to jest kiedys kochasz kogos tak bardzo a on nieodwzajemnia twoich uczuc? Czujesz sie pusta .. ból wyzera cie od srodka z kazdym oddechem, samotna lza zsunela sie po moim policzku by po chwili spasc na zimna posadzke. Wiem ze nie umiem bez niego zyc, wiem ze musze byc twarda - tak wiem ze jestem zalosna.


                                                            ---------------------------------

- To takie smieszne,nie? Najpierw ona za mna latala i mówi ze mnie kocha a teraz co? Nie daje nawet znaku zycia! Dobrze wiem ze razem z ojcem wiecie gdzie mieszka i gdzie pracuje, Tomek prosze cie daj mi ten cholerny adres - Marcin napiol miesnie i oaprl sie rekami o stolik przy którym siedzial Tomek - Marcin - tomek odlozyl gazete poczym popatrzyl sie na bratanka - Dobrze wiesz ze wystarczajace juz ja skrzywdziles po co chcesz do niej isc, chcesz ja jeszcze bardziej zranic?! - meszczyzna mial juz dosyc swojego bratanka który codzienie go nachodzi w sprawie drobnej brunetki. Chce z nia tylko porozmawiac - Marcin, a pomyslales o tym ze ona moze nie chce z toba? - Tomek wszed mu w slowo.  Lepiej bedzie jak zawieziesz Zosie, ja musze zbierac sie do Agnieszki- meszczyzna wstal poczym ruszyl do wyjscia. I tak zdobede ten adres musze z nia porozmawiac. - Zoska zbieraj sie za 5 minut jedziemy - krzyknol i opad na kanape w salonie.

                                                           ---------------------------------


Z rozmyslan wyrwal mnie dzwiek telefonu , podeszlam szybko do szafki i wziela telefon do reki, gdy nacisnelam zielona sluchawke rozlegl sie glos mojeg szefa - Pani Kasiu w zwiazku z tym ze jade na konferecne do Poznania ma pani 2 dni wolnego - gdy to uslyszalam na ustach ukazal sie drobny usmiech, szczerze?  nie miala ochoty isc do pracy. - Dobrze, dziekuje za informacje dowidzenia - rozlaczylam sie i wlozylam telefon do swojej brazowej torebki. Bez slowa skierowala sie w strone drzwi jesli ma dwa dni wolnego napewno dobrze je wykorzysta, oczywiscie na pierwszym miejscu bylo odwiedzenie Grabiny, której Pani Basia nazwala jej domem.


                                                            ---------------------------------

Zauwazyl ze pod domem pansta Mostowiaków stoji juz jakis samochód. Zosia wybiegla z samochodu i popedzila do domu. Wyszlem z samochodu i zatrzasnolem za soba drzwi po szyl ruszylem w kierunku swojej mlodszej kuzynki. Nagle uslyszalem wesoly glos Zoski - Kasia ! - zamarlem, szybkim krokiem poszlem do kuchni i nie moglem sie ruszyc. ONA tu byla stala i przytulala blondynke. Kaska tu byla! Moja Kaska tu byla! Nie moglem sie ruszyc moje miesnie odmawialy mi poszluszenstwa. Wygladala jak aniol miala na sobie bialy swter do tego rurki które opinaly jej zgrabne nogi i buty na obcasie przez co wydawala sie optycznie dluzsza. - Kiedy juz napatrzysz sie na nasza Kasia to podejdz do mnie musisz skosztowac mojej nalewki - Pan Lucjan przechodzac obok mnie poklepal mnie po plecach.- Ja juz bede sie zbierac - powiedziala brunetka po pozegnaniu sie z Pania Mostowiak i Zoska ruszyla w kierunku drzwi - Dozobaczenia Marcin - mruknela nie patrzac na mnie. - Czekaj pujde cie odprowadzic - krzyknelem za nia, gdzy bylismy juz przyj jej samochodzie zatarasowalem jej droge i polozylem jedyna reke na jej boku a druga chwycilem za jej podbrudek - Stesknilem sie malenka - wymruczalem tusz w jej usta - Marcin przestan uslyszalem jej drzacy glos, bala sie? Ale czego mnie?I wtedy zobaczylem lzy w jej oczach. Ranilem ja wiem, ale bylem zbyt wielkiem egoista zeby przestac. Zalezalo mi na niej i chcialem miec ja przy sobie, raniac ja przy tym równoczesnie ale co ja moge na to poradzice, tak jestem, wchuj zaluje tego co robie tego ze ta malutka istotka tyle musi cierpiec ale ona jest moja, TYLKO MOJA.